Idąc rynkiem, mijając masę ludzi o niemalże identycznym, niezadowolonym wyrazie twarzy, czasem naprawdę potrafię zatracić się w zmartwieniach. Grymas obcych ludzi na twarzy wprawia mnie w zły nastrój, niezależnie od tego, jak radosna byłam wcześniej. Te pochmurne miny, pełne trosk doprowadzają do tego, że czasem sama myślę, że powinnam się martwić. Przecież oni nie bez powodu tacy są, prawda?

Wtedy rozumiem, że powinnam wyjść naprzeciw tym grymasom i smutkom. Jeżeli jestem szczęśliwa, to mam w sobie wystarczająco mocy, by zmienić chociaż jeden wyraz czyjejś twarzy, choćby na chwilę, choćby na jeden dzień.

Wtedy uśmiecham się szeroko do każdej osoby, idącej z przeciwka. Chociaż może mieć ona powód do smutku, to zawsze jest nadzieja, że mój ciepły uśmiech, choć na chwilę odwróci uwagę od jej trosk. Zdarza się, że w zamian dostaje spojrzenie pełne przerażenia i przekonania, że jestem wariatką, suszącą zęby bez powodu, ale nawet jeśli to miałoby zmienić czyjeś myśli albo rozbawić, to jestem na to gotowa.

Sama uwielbiam, gdy ktoś się do mnie uśmiecha, mimo tego, że nawet się nie znamy i bardzo możliwe, że już się nie zobaczymy. Wierzę, że ta osoba po prostu też chce podzielić się swoją radością i ciepłem.

Uśmiechamy się do siebie tak rzadko, że czasem staje się to nagrodą za dobre sprawowanie. I choć nic nie kosztuje, stał się luksusem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*