Jestem w środku wojny, tak naprawdę toczę ją każdego dnia. Wciąż walczę i konsekwentnie eliminuje moich przeciwników – moje problemy. Nareszcie zdobyłam się na odwagę, by je zwalczyć.

Do tej pory niektóre z nich ignorowałam, patrzyłam na nie z góry, lekceważąc je, a do innych bałam się w ogóle podejść. Niezależnie jednak czy unikałam konfrontacji z powodu strachu, czy wręcz jego braku, pozwoliłam im na rozwój. Dałam moim problemom możliwość, by stały się one silnymi gigantami, ogromną górą, której przejście wymaga więcej siły, niż potrafiłam z siebie wtedy wydobyć. Zrozumiałam to, gdy już było za późno, a problemy powoli triumfowały nade mną.

Mimo to postanowiłam stawić im czoła. Stanąć oko w oko z czymś, co jest tak trudne do pokonania i mnie przeraża. Zaczęłam rozkładać duże problemy na mniejsze części, szukałam jego źródła, zwalczałam je krok po kroku.

Zdecydowałam się też otworzyć przed sobą i przed innymi, przyznać się, że istnieje problem, którego nie rozwiążę już tylko sama. A uwierzcie, proszenie o pomoc to nie jest moja najlepsza strona. Jednak już wiem, że prośba o pomoc nie powinna być czymś uwłaczającym, nie powinna wzbudzać w nas strachu. W końcu są na świecie walki, których sami nie stoczycie, w których jeden to za mało. Jednak niezależnie czy zrobicie to sami, czy z czyjąś pomocą, ostatecznie liczy się to, że do niej stanęliście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*