W głowie mam pełno myśli, przepływają one z prędkością świetlną i tak szybko, jak się pojawiają, tak samo znikają, zastąpione przez kolejne. Są jednak takie myśli, które nie dają mi spokoju i zaprzątają mój umysł na długo. To rzeczy, o które się martwię. Choć powodów mych zmartwień jest wiele i naprawdę czasem mają one sens, znacznie częściej są to kompletne bzdury.
Tak, to zmartwienia, które z logicznego punktu widzenia są zbędne. Rzeczy, które wcale nie są takie straszne, które właściwie nie mają najmniejszego znaczenia, a mimo to niszczą mi humor a czasem dzień. Zdarza się, że niepotrzebnie nadinterpretuje czyjeś reakcje, zamiast po prostu zapytać. Nawet po maturze ustnej spędziłam dobre pół godziny, panikując, że nie zdałam, gdy ostatecznie miałam bardzo dobry wynik.
Czasem są sytuacje, które jeszcze nie zaistniały ani nawet nie wiadomo, czy kiedykolwiek zaistnieją, a ja martwię się na zapas, wyobrażając sobie zbyt wiele. Tworzę w głowie czarne scenariusze, by przygotować się na najgorsze, co i tak najczęściej się nie przydaje, a ja marnuje czas na coś, co nie ma właściwe znaczenia.
To jednak nie jest sposób na życie i ja to już wiem, dlatego uczę się i staram tym myślom zapobiec. Przede wszystkim, zastanawiam się nad nimi logicznie. Czy mają one rację bytu? Czy są to rzeczy, które mogę zmienić lub naprawić, czy nie mam na nie żadnego wpływu? 

W końcu są na świecie rzeczy, które niezmiennie co zrobisz i ile nerwów się przez nie najesz, nie zależą od Ciebie. W takiej sytuacji powinieneś po prostu o tym zapomnieć i nie psuć sobie z tego powodu samopoczucia.

Jeśli jednak są to rzeczy, na które wpływ masz, wtedy należy działać! Jeśli kogoś zraniłeś — przeproś, jeśli coś zepsułeś – napraw to, a gdy martwisz czy ktoś Cię źle odebrał – po prostu spytaj. Szukaj rozwiązania dla swojego problemu, a późnej wciel go w życie, zamiast niepotrzebnie się martwić, bo uwierz, szkoda na to czasu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*