Przyznać, że czegoś się nie wie, nie rozumie lub że nie poradzimy sobie w pojedynkę, do najłatwiejszych nie należy. Dla wielu to tak, jakby przyznać się do porażki. Odkrywamy w ten sposób część siebie, której nie lubimy pokazywać. Każdy chciałby chociaż udawać, że wszystko przychodzi mu z łatwością, niestety na udawaniu to się kończy. W końcu nie jesteśmy wszechwiedzący i nie ma w tym absolutnie nic złego.

Innym hamulcem jest też to, że na prośbę o pomoc, niektórzy reagują natychmiastową zmianą w negocjatorów z kilkunastoletnim stażem. „A co będę z tego miał?” Niestety, nie zawsze satysfakcja z poczynionego dobra czy samo rozwój to wystarczająca waluta do dobicia targu. Strach przed takim obrotem sprawy, gdy nie mamy nic do zaoferowania w zamian za pomoc sprawia, że prosimy o nią jeszcze rzadziej.

Są jednak też osoby udowadniające, że dobro zdecydowanie przeważa, to, co złe w naszym świecie.

To ludzie, którzy pomagają bezinteresownie, nie oczekując zapłaty materialnej, która nie zawsze jest możliwa. Robią to z dobrego serca, dla kogoś, po prostu. Ci, którzy chcą poprawić komuś dzień, nie myśląc o swojej korzyści. Poświęcają swój czas, pieniądze i stwarzają możliwości na przyszłość. Dodają otuchy i nadziei. To ludzie, którzy własnymi rękami zmieniają ten świat na lepsze.

Dlatego nie bójmy się pytać, nie czujmy się przerażeni, gdy nie radzimy sobie sami i potrzebujemy kogoś do pomocy. Po prostu prośmy o nią i oferujmy ją, by nie była ona ostatecznością.