Zawsze uważałam, że całkiem dobrze wychodzi mi organizacja i wykorzystanie mojego czasu. Układałam plany, nawet działałam zgodnie z uprzednią myślą. Byłam dosyć konsekwentna w działaniu i choć bez błędów się nie obyło, byłam z siebie zadowolona. Szczególnie gdy okres maturalny dawał mi w kość.

Można powiedzieć, że miło było, aż nagle… się skończyło.
Z momentem zakończenia szkoły, gdy zaczęło mi brakować głównego elementu mojego czasu, wszystko powoli i równie konsekwentnie, co moje ówczesne plany, zaczęło się powoli sypać, a może nawet obalać jak kosteczki z domina. Nie, żebym nie była przygotowana na to, że tę szkołę skończę, jednak gdy rozpoczęły się wakacje, mnie jakby piorun uderzył. Skończyło się planowanie czasu, no bo co niby miałam planować? Nie miałam zadań ani egzaminów, a z całą resztą szłam za ciosem.

Moje dni stały się kompletnym bałaganem, a wszystkie czynności porozrzucane były na przestrzeni dnia, jakby przypadkowo. A ja sama, gdy patrzę wstecz, to wyobrażam sobie siebie, stojącą w miejscu bez celu, gdy cała reszta biega w popłochu.
Jednak gdy odczułam zbliżające się studia, zaczęłam na nowo odczuwać potrzebę organizacji swojego czasu. Mam jednocześnie wrażenie, że bez tego sobie nie poradzę.
Zabezpieczyłam się w organizer, mazaki, wydrukowałam planery, które mam zamiar trzymać na widoku, tak abym na chwilę nie zboczyła z planu. Skrupulatnie wpisałam godziny wykładów, a także grafik pracy. Wiem, kiedy mam wolne i czas na odpoczynek, jak i na naukę. Wcielam powoli swoje plany w życie i konsekwentnie je realizuje.
Nie chcę zmarnować już ani chwili, a nawet sekundy na bzdury i bałagan, dlatego teraz rozpoczyna się akcja: organizacja! Dołączycie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*